„Słodki koniec dnia” – już w polskich kinach
„Słodki koniec dnia” wchodzi do kin już po entuzjastycznym odbiorze widowni zagranicznej. Borcuch porusza ważną i uniwersalną tematykę, skąd zapewne tak pozytywny odbiór. Poza tym to naprawdę bardzo dobry film i świetna gra aktorska – na czele z Krystyną Jandą – utrzymany w marzycielskim stylu Borcucha.

Kilka słów o fabule
Akcja filmu płynie spokojnie, bez pośpiechu, całkiem przyjemnie. Wśród pięknych krajobrazów znanego włoskiego miasteczka, Woltery, poznajemy Marię Linde (Krystyna Janda), polską poetkę żydowskiego pochodzenia, laureatkę Nagrody Nobla.
Kobieta jest spełniona prywatnie, ale też jako artystka, teraz oddaje się przyjemnej beztrosce życia i przyjemnościom z dala od zgiełku. Jednak terrorystyczne zamachy i dyskusje na ten temat nie ominą nawet jej małego raju. Jej wystąpienie, co prawda niezamierzone, uznane zostanie za polityczny skandal. Czy to będzie koniec jej idylli?

Maria ucieka przed formą i rolą, oddziela się od wizerunku poważnej pisarki i nie chce rezygnować z przyjemności, bo jest po sześćdziesiątce. Mimo wszystko nie chce się tłumaczyć z wypowiedzianych pod wpływem impulsu słów. Staje się metaforą wolności słowa i twórczości artystycznej. Nie zachwyciło nas zbyt dookreślone, dopowiedziane zakończenie, ale granica między podniosłością a kiczem została jednak zachowana.

Reżyseria, scenariusz, styl
Tyle fabuły. Krystyna Janda jest wybitną aktorką – w tej roli jest ekspresyjna i barwna, przykuwa uwagę jako silna kobieta z krwi i kości, a mało mamy takich postaci we współczesnym kinie. Pewna siebie i świadoma swoich potrzeb zachowała jednak różne cechy, także buntowniczość, spontaniczność, chęć poszukiwań, apetyt na życie itd. Na uwagę zasługuje także Kasia Smutniak, która wciela się w jej córkę, mimo że to ona jest poważna rozsądna. Świetny jest także Antonio Catania, postać drugiego planu, mąż poetki.

Warto obejrzeć „Słodki koniec dnia”, gdyż to kino eleganckie, intelektualne, humanistyczne, ale bez bufonady. To, co ważne, pojawia się jakby obok, mimochodem. To zasługa reżysera i aktorów, ale też scenarzysty – debiutował w tej roli pisarz, Szczepan Twardoch. Wybierzcie się na seans, bo to dobre kino – komunikatywne, mądre, traktujące o ważnych i aktualnych problemach.

Kkw./Joshua_Willson/Pixabay